Kazanie na Zesłanie Ducha Świętego

Sermon pour la Pentecôte


Przystępując do układania homilii, czyli głoszonego podczas Mszy św. po ewangelii rozważania słowa Bożego, kapłan ma do dyspozycji kilka możliwości. W dużym uproszczeniu podam trzy:

1. Może poszukać inspiracji w gotowych homiliach, przeznaczonych na dany dzień roku liturgicznego, których nie brak w księgarniach, ani w internecie. Musi tu jednak uważać, by nie skłamać głosząc jako swoje - czyjeś słowo.

2. Może wziąć do ręki różne dzieła teologiczne rozświetlające zagadnienie tajemnicy obecnej w czytanych fragmentach Pisma Świętego. Warto bowiem znać wiele warstw kryjących się pod opisywanym zdarzeniem, jak choćby warstwę gatunku literackiego, tradycji danego ludu, historycznego czasu, kulturowego kontekstu, teologicznej interpretacji itd. Wtedy jednak głoszone słowo może być tak mądre, że aż niezrozumiałe dla słuchających, zdziwionych niespodziewanym wykładem.

3. Kapłan jednak, posiadając w stopniu przyzwoitym wiedzę z zakresu nauk teologicznych, uwzględniając to czego się nauczył, może do głoszonego słowa podejść na jeszcze jeden, szczególny sposób.

Zaznajomiwszy się z lekturą Pisma św., może w spokoju otworzyć swój umysł oczekując Bożego światła, swego rodzaju natchnienia, które poprowadzi jego myślami. Jest to dość intymny stan, będący całkowitym otwarciem na łaskę, dar zrozumienia Pisma, spojrzenia na nie jakby oczyma samego Boga. Jest to stan aktywnego lecz bardzo pokornego nasłuchiwania, wpatrywania się w głębię tajemnicy, pełnego dzięcięcej ufności – wyczekiwania. Zrozumiałe, że ludzka wiedza będzie tu na tyle przydatna, na ile będzie potrafiła ukazaną rzeczywistość ubrać w odpowiednie słowa. Nie wszystko bowiem da się wyrazić słowami, ale im bliżej ukazanej prawdy, tym lepsza homilia.

Myślę, że wymienione sposoby układania homilii mają wiele podobieństw z twórczością w ogóle, zaś z muzyczną kompozycją w szczególności. Mając w pamięci te trzy podejścia do kaznodziejskiej twórczości popatrzmy kolejno na adekwatne przykłady w muzyce. Znowu – podane trzy rodzaje zmagania się z materią muzyczną ukażę – podobnie jak poprzednio – w dużym uproszczeniu.


Pierwsze. Ostatnio słuchałem Requiem c-moll Michała Haydna, napisanego z okazji śmierci Zygmunta von Schrattenbacha w 1771 w Salzburgu. Wiemy, że Wolfgang Amadeusz Mozart zdecydowaną większość religijnej twórczości stworzył podczas swojego pobytu w Salzburgu. Jednym z twórców, na których się wzorował był M. Haydn i jego religijna twórczość. Porównując jednak obydwa dzieła: Haydna i powstałe 20 lat później w Wiedniu Requiem Mozarta, uderza zbyt duże podobieństwo. Można rozpoznać niektóre pomysły melodyczne, instrumentacyjne, narrację poszczególnych części. Niewątpliwie Requiem d-moll - W.A. Mozarta było inspirowane wcześniejszym o 20 lat dziełem M. Haydna.

2. Druga analogia to wykoncypowane dzieła mistrzów niderlandzkich, pośród nich słynne sztuczki niderlandzkie Johanesa Ockeghema, symbolika liczbowa, liczne łamigłówki, czy najwspanialsza, barokowa korona polifonicznego mistrzostwa: Kunst der fuge - Jana Sebastiabna Bacha. Muzyka piękna, ale bardzo trudna w odbiorze. Bez dogłębnej analizy partytury można przejść do porządku nad mistrzowskimi rozwiązaniami nie zauważając ich w słuchaniu. Ot, kontrapunktyczny, mistrzowski, ale jednak – wykład.

3. Oczywiście istnieje trzeci typ tworzenia. Kompozytor, po gruntownych studiach kontrapunktycznych, z pełnym aparatem wiedzy na temat instrumentacji, ze znawstwem praw percepcji i brzmieniowych możliwości instrumentalnych - może pochylić się w ciszy nad zadanym składem instrumentalnym i podanym gatunkiem jaki ma utworzyć. Wtedy, w głębokiej ciszy może usłyszeć nową harmonię dźwięków rozłożonych w barwnej przestrzeni, istniejącą w całości naraz, ale możliwą do wykonania jedynie w procesie. W tej przedziwnej, objawiającej ciszy, kompozytor doświadcza dotknięcia szczególnej jedności komponentów muzycznych, jedności która jest innym imieniem piękna.

Jakże trudno jest kompozytorowi przenieść owo niewyrażalne piękno, którego doświadcza w danej chwili. Jak wiele musi dokonać ustępstw, ograniczeń, by ukazać choć nikły odblask tego, czego doświadczył w wewnętrznym widzeniu, co – jeśli tak można powiedzieć – „zobaczył uszami swej duszy”.


Gdy przyglądniemy się z boku tej naszej refleksji trudno nie zauważyć podobieństw. Trudno odmówić prawdy stwierdzeniu, że zarówno układanie homilii jak i pisanie kompozycji może być wynikiem Boskiego natchnienia. Ten trzeci sposób tworzenia zarówno homilii jak i muzycznej kompozycji jest pokornym, ale nie beztroskim – ukazywaniem objawionej i doświadczonej w jakimś sensie rzeczywistości. Oczywiście na tyle, na ile ograniczone media, w tym przypadku – słowo lub dźwięk oraz indywidualne umiejętności i wiedza twórcy – pozwalają tę rzeczywistość ukazać.

Jan Pawł II pisał: w artyście Boskie tchnienie Ducha Stwórcy spotyka się z geniuszem człowieka i rozbudza jego zdolności twórcze. Nawiązuje z nim łączność przez swego rodzaju objawienie wewnętrzne, które zawiera w sobie wskazanie dobra i piękna oraz budzi w człowieku moce umysłu i serca, przez co uzdalnia go do powzięcia jakiejś idei i do nadania jej formy w dziele sztuki. Słusznie mówi się wtedy - choć tylko przez analogię - o <>, ponieważ człowiek ma tu możliwość doświadczenia w jakiejś mierze Absolutu, który go przerasta.

Kompozytor współczesny, a więc dzisiaj tworzący (to jedna z możliwych interpretacji pojęcia „kompozytor współczesny”, niekoniecznie najszczęśliwsza) - nawet jeśli w procesie edukacji pisał w różnych stylach, szukał inspiracji w dziełach dawnych mistrzów, stara się uczestniczyć w Boskim dziele stwarzania. Spełnia misję powierzoną człowiekowi u początku. Pamiętajmy jednak, że sztuka jest bardzo specyficznym rodzajem twórczości.

Jak piękno jest widzialnością dobra, a wcielony Bóg – Jezus Chrystus widzialnością Ojca, tak muzyka, ta najmniej ziemska ze sztuk – winna być widzialnością odwiecznego piękna. Nie będę tu wchodził w głębsze rozważanie na temat piękna, bo pewnie nawet całoroczny cykl kazań nie zdołałby wyczerpać problemu. Pozostańmy zatem na rozważaniach Jana Pawła II, głeboko zakorzenionych w dwutysiącletnim dyskursie kulturowym. Piękno jest widzialnością dobra, sztuka zaś objawieniem, odblaskiem odwiecznego piękna.

Słuchając różnych dzieł współczesnych kompozytorów mam czasami wrażenie, iż ową odwieczność pojmują oni bardzo czasowo. Szukają inspiracji jedynie w minionych stuleciach, w dobrze wszystkim znanych kodach tonalnych napięć, w melodycznych formułach do dzisiaj niemal ściśle określonych znaczeniowo, przez co bardzo komunikatywnych. Tymczasem bardzo interesuje mnie język nowej muzyki, otwarty na oryginalne, współczesne postrzeganie Bożego tchnienia.

Dlatego ogromnie się cieszę, iż istnieją takie festiwale muzyki współczesnej jak Warszawska Jesień, Poznańska Wiosna czy nasz krakowski, rozpoczynający się dzisiaj Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Dni Muzyki Kompozytorów Krakowskich”. Mam nadzieję, że w składających się nań koncertach będziemy mieli okazję doświadczyć nie tylko inspiracji, nie tylko intelektualnych majstersztyków, ale także pokornych, zupełnie nowych, osobistych objawień odblasków odwiecznego Piękna. Amen.

Ks. Wojciech Kałamarz CM